Okres płodny przeciętnej kobiety zaczyna się około 12. roku życia, a kończy około 50. roku życia. Z kolei dni płodne określa się jako czas w cyklu miesiączkowym, kiedy występuje owulacja, czyli dojrzała komórka jajowa zostaje uwolniona do jajowodu i czeka na zapłodnienie.
Dekada przemian. Skończenie 50 lat rozpoczyna dekadę przemian. Właśnie teraz wchodzisz w okres, w którym Twoje ciało będzie się zmieniało. Niestety, czy nam się to podoba, czy nie, przychodzi druga fala „starzeniowa” (pierwsza nastąpiła w dniu 35 urodzin), wraz ze skutkami upływu czasu. Jak wykazali naukowcy, starzenie u kobiet
Gość lalka z kinder jajka. Goście. Napisano Listopad 18, 2011. od porodu minelo prawie 6 mies a my nic. Ale ja jestem tak zmeczona ze nie mam ochoty ani poczucia obowiazku. Moj maz jakos sobie
Czy da się zajść w ciążę po 50 r. ż. Ryzyko zajścia w ciążę zaczyna spadać ok. 35 roku życia. Już około 40-tki wynosi ok. 50 proc. w skali roku, a 5 lat później jeszcze bardziej spada. Później może wynosić już tylko kilka procent. Warto przy tym pamiętać, że tak jak dojrzałość płciową niektórzy osiągają, mając
dziewczyny:) bo tak mnie naszła myśl -nie mam dzieci i się zastanawiam- czy jak jedziecie na urlop z dzieckiem, takim kochacie się na wakacjach?
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. Co zrobić, aby intymność na nowo zagościła w waszym związku? Jak wzbudzić w sobie ochotę na miłosne igraszki? O seksie po porodzie opowiada Alicja Długołęcka, seksuolog z Zakładu Psychoterapii Wydziału Rehabilitacji Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Młode mamy pytają: kiedy seks po porodzie będzie taki jak dawniej? No cóż... W pewnym sensie już nigdy. Nie łudźmy się – seks po urodzeniu dziecka niewątpliwie się zmieni. To zresztą zrozumiałe: mamy do czynienia z zupełnie innym układem, inną sytuacją psychologiczną. Bezpośrednio po porodzie inne hormony działają na kobietę. Nie jest wówczas nastawiona na ekstatyczne przeżycia seksualne, ale raczej na bliskość i czułe pieszczoty. Poza tym pojawienie się noworodka zmienia nasz stosunek do łóżkowych igraszek. Nagle okazuje się, że efektem seksu może być cud życia. Oczywiście, nie chodzi o to, że zaczniemy traktować seks z nabożeństwem, ale że wspinamy się na nieco wyższy poziom świadomości seksualnej. Naszym zabawom zaczyna towarzyszyć głębsza bierze się taka zmiana nastawienia?Zaczyna się to już podczas porodu, kiedy wyzwala się ogromna ilość oksytocyny, nazywanej też hormonem więzi. Niektórzy psychologowie twierdzą, że ten zalew hormonalny przestawia nas na emocje, na spokój, bezpieczeństwo. Tę psychiczną zmianę matki widać podczas kontaktów z dzieckiem: to przecież także bardzo bliska, bardzo intymna relacja. Seks dla kobiety staje się wyznacznikiem miłości. Zresztą zawsze tak jest, ale w tym okresie poporodowym szczególnie. Seksualne wyciszenie kobiety trwa mniej więcej przez cały okres karmienia piersią, a nawet trochę dłużej. Dopiero po upływie około trzech lat, kiedy więź matki z dzieckiem nieco się rozluźnia, kobieta wraca do siebie – tej dawnej. Wtedy znowu potrzeby się zmieniają i odkrywamy kolejną jakość w może na seks po prostu nie pozwalają poporodowe dolegliwości? Coś rwie, boli, szczypie w strategicznych miejscach...Tak naprawdę żadne dolegliwości nie powinny występować po połogu, czyli mniej więcej po upływie sześciu tygodni od narodzin dziecka. Ale trzeba jasno powiedzieć, że kobieta po porodzie koniecznie musi iść do ginekologa, by stwierdził, czy wszystko jest w porządku. Warto też porozmawiać z nim o antykoncepcji. Zresztą ta wizyta jest potrzebna młodej mamie również z innego względu. Lekarz może ją trochę uspokoić, zbadać kurczliwość mięśni pochwy, sprawdzić lubrykację (czyli nawilżanie pochwy)... Nie bójmy się go zapytać o sprawy, które są dla nas istotne: „Czy pan uważa, że będę mieć jakiś luz w pochwie?”, „A czy pierwszy raz po porodzie będzie mnie bolał?”. Jednym z najczęstszych następstw porodu jest rozluźnienie mięśni pochwy ( mięśnie Kegla), a to wpływa zarówno na osłabienie doznań kobiety, jak i jej partnera. Aby mięśnie wróciły do stanu sprzed ciąży, warto je wzmacniać, najlepiej już od dnia porodu. Można ćwiczyć np. podczas oddawania moczu: robić trzysekundowe przerwy, napinając mięśnie się, że największą zmorą młodych rodziców i zabójstwem dla ich intymności jest mnie nie warto użalać się nad swoim zmęczeniem i wzbudzać poczucie winy u partnera. Lepiej niech młoda mama powie krótko, że gorzej się czuje, i zaproponuje racjonalny podział domowych obowiązków. Mówiąc o tym problemie, warto zauważyć, że zmęczenie u rodziców objawia się zupełnie inaczej. U mężczyzn częściej przejawia się podenerwowaniem i napięciem. A jednym ze sposobów rozładowania tego napięcia jest dla taty niemowlaka szybki seks. Tymczasem ten sam szybki seks może u młodej mamy wywoływać poczucie niezrozumienia i oddalenia, coś w rodzaju: „On swoje, a ja swoje”.I wtedy zaczynają się te osławione problemy...?Można ich łatwo uniknąć, ale to wymaga zmiany nastawienia partnerów. Nie ma innego sposobu na taką sytuację jak cierpliwość mężczyzny i otwartość kobiety. Jeśli między partnerami nie ma bliskości, może być ciężko. I tu jest bardzo ważne to, co działo się w ciąży. Okres oczekiwania na dziecko jest dobrą porą na wprowadzanie nowych form kontaktów seksualnych. Partnerzy mogą wypróbować miłość francuską, stosunek udowy, miłość hiszpańską, czyli tę opartą na stymulacji między piersiami – to świetne rozwiązanie dla karmiącej mamy... Przecież brak ochoty na stosunek dopochwowy wcale nie musi oznaczać niechęci do intymności! Ale żeby młoda mama nabrała ochoty na wieczorne igraszki, partner musi zrobić wszystko, by poczuła się ona przez niego akceptowana. Powinien pieścić ją tyle, ile się da – a ona powinna pozwolić się pieścić, nawet gdy marzy jedynie o poduszce. Warto się postarać: przecież mamy całe życie przed sobą! Często rozstrzyga się po pierwszym porodzie, czy związek się umocni, czy rozluźni. Jak budować tę bliskość po porodzie?Od wielu lat, pracując w szkołach rodzenia, pytam pary: „Dlaczego zapraszacie swoich rodziców bezpośrednio po urodzeniu dziecka?”. Z perspektywy więzi seksualnej to zbrodnia. O wiele lepiej przemęczyć się – ale razem, we dwójkę, niż pozwolić dziadkom zaprowadzić nowe porządki w rodzinie. To jest prosta matematyka: to, co dasz babci dziecka, odbierzesz swojemu partnerowi. Lepiej razem popłakać się ze zmęczenia, ale móc przytulić się bez skrępowania na golasa. To wtedy rodzi się bliskość i otwartość cielesna, coś w stylu: „Ja się nie wstydzę swojej fizjologii i wyglądu, bo czuję, że mój partner to akceptuje, przecież zmiany w moim ciele są związane z tym, że urodziłam nasze dziecko”. Budowanie takiej relacji to olbrzymia praca, ale na dłuższą metę wysiłek się opłaca: pewnego dnia kobieta zapragnie czegoś więcej niż przytulanie...A może lepiej przyspieszyć bieg sprawy? Może w odzyskaniu ochoty na seks pomoże mamie przekazanie maluszka właśnie w ręce babci i wybranie się na romantyczną, małżeńską randkę?To sztuczne i nieskuteczne! Oczywiście najłatwiej jest poradzić młodej mamie: „Załóż seksowną bieliznę, wyjdź z mężem na kolację, zapal świeczki itd.”. Ale te rady nie działają i mogą być źródłem wielkiego zawodu. Jeżeli kobieta jest niewyspana i przejęta swym macierzyństwem, to nawet gdy już pójdzie na tę kolację, będzie tam siedziała jak na szpilkach. Z piersi coś wycieka, sukienka niewygodnie obciska, połowy smakołyków i tak jeść nie mogę, a tak w ogóle to siedzimy już za długo i maluszek pewnie płacze. Sztuczność tej sytuacji zamiast budować bliskość między partnerami, jeszcze bardziej ich od siebie mówiąc: nie róbmy nic na siłę?Jeśli godzę się na seks, bo czuję, że muszę się sprawdzić, albo z lęku, że abstynencja trwa już za długo – to z pewnością seks nie będzie udany. Nie śpieszmy się. Po porodzie trzeba od nowa się poznawać. Jako dojrzali ludzie często zazdrościmy nastolatkom: jak oni długo potrafią się dotykać i całować bez dążenia do stosunku. Tymczasem właśnie poród daje nam szansę na powrót do tego okresu w życiu, kiedy jeden czuły pocałunek rozpamiętywałyśmy przez cały tydzień – aż do następnej kobiet boi się, że kiedy staną nago przed partnerem, on dostrzeże cellulit, rozstępy, obwisłą skórę na brzuchu...Gdy kobieta czuje się w związku akceptowana i rozumiana, to nie przeżywa kryzysów związanych z ciałem. Nawet jeżeli myśli o tym, że gdzieniegdzie nagromadziło się trochę za dużo tłuszczyku, to wie, że tak naprawdę jej wygląd nie wpłynie na jakość seksu. I wtedy paradoksalnie o wiele łatwiej jest jej zabrać się za siebie, np. z powodów zdrowotnych. Kompleksy zazwyczaj mają swój początek jeszcze przed ciążą. Zastanówmy się, czy wcześniej liczył się dla nas seks lub nasz wygląd podczas stosunku. Ważne jest też, czy kobieta podczas ciąży akceptowała swoją cielesność i jak do tej sprawy podchodził jej się, czy rozmawiając o seksie po porodzie, nie robimy wiele hałasu o nic... Bo skoro kobieta nie ma ochoty na seks, może niech po prostu zrezygnuje ze starań o wznowienie swojego życia intymnego?To decyzja najgorsza z możliwych. Warto się kochać! Po pierwsze, seks można uprawiać do późnej starości, a wiele kobiet bardzo docenia to, co dzieje się w tej sferze właśnie w dojrzałym wieku. Po drugie, rezygnacja z seksu to dobrowolne wyrzekanie się nie tylko fizycznej przyjemności, ale też, a nawet przede wszystkim, bliskości w związku. Powiedzmy jasno: nie ma zdrowej relacji psychicznej między partnerami bez więzi fizycznej. Pamiętajmy o tym, szczególnie po porodzie, kiedy wiele kobiet angażuje się całkowicie w związek ze swoim dzieckiem. Prawda jest taka, że dzieci dorastają i odchodzą, a wtedy kobieta, która narzuciła sobie wyłącznie rolę matki, zostaje sama, choćby nawet wciąż żyła z partnerem pod jednym dachem. Niepielęgnowana bliskość między rodzicami dziecka po prostu znika, a ciało tęskni... Nawet jeśli nie za seksem, to za dotykiem, pieszczotami, czułością. Fizyczna intymność to przecież jeden z najwspanialszych aspektów naszego życia.
„I znowu przyszedł maj, namieszał w moim sercu…” śpiewał kilka lat temu zespół Varius Manx. No fakt, maj to taki miesiąc, który miesza w sercach całemu światu. Przyroda wybucha soczystością, ptaszęta świergolą i wiją gniazda, samce uderzają w konkury, wiewiórek goni wiewiórkę… nawet ludziska jakby bardziej szczęśliwi, wyłażą z pieczar po zimowym śnie… I amorów się zachciewa, a jakże! A za chwilę lato i wszystkie te przyjemności, które jeszcze bardziej ożywią serca i ciała. Miłość wisi w powietrzu. I to nie tylko u młodzieży. Uczucia i bliskości drugiej osoby pragną wszyscy, z osiemdziesięciolatkami włącznie. Miłość 50+ to sprawa niełatwa, bo wiadomo, że każdy ma jakieś przyzwyczajenia i oczekiwania, wady i przywary, które boi się odkryć. Trudniej jest zaufać i otworzyć się na nowe. Jednak ci, którzy odważyli się spróbować jeszcze raz, twierdzą, że takie dojrzałe związki to piękna sprawa. Chętnie bym to sprawdziła, bo i mnie maj uderzył do głowy. Znam kilka par z długim stażem, takim ponad 20-30 lat i wszyscy zgodnie twierdzą, że po pierwsze trzeba mieć szczęście, żeby na siebie trafić, a po drugie trzeba się lubić i przyjaźnić, pomimo różnic. Nie ma reguły, czy jest to związek bardziej tradycyjny i z klasycznym podziałem ról czy raczej nowoczesny, gdzie zarówno mężczyzna jak i kobieta mają mniej więcej równy wkład we wspólne stadło. Podstawą udanej relacji jest zainteresowanie drugą osobą i jej światem, WZAJEMNY szacunek i wsparcie, akceptacja słabości. Partnerzy wiele rzeczy robią razem, mają wspólne zainteresowania i cieszą się swoim towarzystwem, w którym po tylu latach nie muszą niczego ani nikogo udawać. W takich związkach nie ma miejsca na patriarchalno-protekcjonalne traktowanie kobiety czy też odwrotnie, wieczne smędzenie, narzekanie i krytykowanie mężczyzny za bliżej nieokreślone nieudacznictwo. Chyba, że takie pary żyją długo razem „tylko i wyłącznie dlatego, że go jeszcze nie zabiłam”, jak odpowiedziała mi pewna kobieta na pytanie o tajemnicę długowieczności jej małżeństwa. Media donoszą, że od kilku lat najwięcej rozwodów przybywa właśnie w grupie 50+. Najczęstszym, najbanalniejszym powodem jest zdrada i wymiana modelu. Mąż oświadcza, że się zakochał i głęboko wierzy w to, że 20-30 lat młodsza wybranka, trzepocząca na jego widok rzęsami i spijająca każde słowo z jego ust, to dużo lepsze rozwiązanie niż stara, gruba i wysłużona żona. Do czasu aż dziewczyna stwierdzi, że on też jest stary, gruby i ani on ani jego portfel nie obsługują tak jak należy. Jadę stereotypami, że aż miło, ale za dużo się człowiek nasłuchał o takich wymianach. Obśmiać trzeba. Niemniej rośnie też liczba pozwów, które wnoszą kobiety. Przyczyny? Po pierwsze kobiety coraz częściej mają dość, wiecznej obsługi męża i dzieci, braku szacunku, czują się niedoceniane i niekochane. Po drugie, panowie 50+ jacyś tacy bamboszowi ostatnio, nic im się nie chce, ani nigdzie wyjść ani pojechać, a ich religią jest święty spokój, ołtarzem telewizor albo komputer. Natomiast kobieta właśnie odżywa, odchowała dzieci i chce wreszcie zacząć żyć, tyle że często nie ma z kim i nie chce jej się czekać, aż on się ocknie. Po trzecie, rosnąca niezależność finansowa kobiet powoduje, że lęk o przyszłość, typowe „jak sobie poradzę” nie jest już barierą do zakończenia nieudanego związku. No dobrze, ale jak już się „uwolnimy” albo od dawna jesteśmy wolne i znowu chcemy poczuć przysłowiowe bąble, to gdzie znaleźć nowego, bardziej dobranego partnera? Oto jest pytanie godne dylematów szekspirowskiej heroiny. Najfajniejsi i najciekawsi są oczywiście zajęci, na imprezach towarzyskich od lat ci sami ludzie, do baru czy klubu nocnego nie pójdę, bo nie chcę mieć na twarzy wypisane „SZUKAM”, a poza tym to teren łowiecki dla moich rówieśników. No to gdzie? „Jedź do sanatorium” – mówi znajoma 30-latka. Nie jestem typem sanatoryjnym, choć wiem, że na temat uzdrowiskowych bachanaliów krążą legendy. Kiedy pada słowo „Ciechocinek”, rozmówcy ściszają głos i rozglądają się na boki. Nie wiem, nie byłam. Podczas weekendowego wypadu do Nałęczowa widziałam kuracjuszy w Parku Zdrojowym. Trudno mi było uwierzyć, że ci spacerujący krok za krokiem panowie i panie, prowadzący dystyngowane rozmowy przy lodach i kawie, wieczorem zmieniają się w rekiny i piranie parkietu. Dużo łatwiej było mi to sobie wyobrazić w Krynicy Górskiej, kiedy czekałam na autobus do Krakowa, a wraz ze mną tłumek pań wyjeżdżających po skończonym turnusie. Tylko kilka z nich ubranych było w stroje turystyczne. Cała reszta z walizami godnymi gwiazd Hollywoodu przybywającymi na Festiwal Filmowy w Cannes i w stylizacjach podnoszących brwi o 10 cm. Największe wrażenie zrobiła na mnie pewna dama z długim fryzem w ognisto-kasztanowym kolorze, takimiż ustami, bluzeczką w wielkie złote esy floresy i panterkowymi legginsami. Ała! – jak mówi mój krakowski znajomy. Inny znajomy, będąc kiedyś poszukującym, skuszony famą wybrał się do Ciechocinka, ale wrócił szybciej niż zapowiadał. „Wszędzie te napalone baby!” rzucił mi w słuchawkę i o więcej nie śmiałam zapytać. Nie ma lekko drogie panie! Wiele kobiet po swoich małżeńskich doświadczeniach mówi wprost, że nie są już zainteresowane. „Teraz ja!” i dawaj na salsę, wycieczki górskie i rowerowe. I są zadowolone z życia, bo mają je wreszcie dla siebie. Inne, które może i zapragnęłyby wpuścić do swojego świata kogoś nowego, mają problem, aby znaleźć królewicza, który zlazłby z konia, żeby choć od czasu do czasu odkurzyć albo pozmywać. Opowiadała mi znajoma, że kiedy na portalu randkowym znalazła nawet interesującego kandydata, to uciekła, kiedy pan ów podczas zapoznawczej kawy stwierdził: „lubię, kiedy obiad jest o Inny mężczyzna (pod 60-tkę) ogłosił podczas rozmowy: „Chciałbym się jeszcze zakochać, bo czas już znaleźć kogoś do opieki”. Heloł! Houston mamy problem i to duży! Panowie wróćcie na ziemię! Nawet DJ Wika, ikona witalności polskich seniorów, pani lat 78, opowiadała rozbawiona w programie Pauliny Młynarskiej „Lustro”: „Mój sposób życia nie odpowiada starszym panom, bo przy mnie nie będą się czuli bezpiecznie. Płatków nie ugotuję, kaszy manny nie zrobię.” A to feler, westchnął seler, bo takie podejście ma coraz więcej kobiet. Są też pozytywne przykłady. Znajoma malarka opowiadała mi, że kiedy maluje, to cała się w to angażuje i nie myśli o niczym innym, często przez cały dzień. Obiad gotuje wtedy mąż, który bardzo ją wspiera w artystycznej działalności. Tak jak ona wspiera jego i w pracy i w jego pasjach. I o to właśnie chodzi! Inny mężczyzna, nowo poznany znajomy, lat 70 – świetny facet, inteligentny, dowcipny, oczytany, kino, teatr, muzyka, chodzi po górach, jeździ na rowerze, gotuje… Nie szuka niańki, z kobietą chce dzielić się przeżyciami i przyjemnościami. Można? Można! Skoro nasi wspaniali 50+ tacy jacyś energetycznie przywiędli, to może rzucimy okiem na młodszych? Przy okazji niedawnej „awantury” z nową prezydentową Francji temat rozgrzał do czerwoności łamy mediów i wypowiedzieli się już chyba wszyscy. I ci co mieli coś do powiedzenia, i ci, co lepiej, żeby nic nie mówili. Ja się cieszę, ponieważ dyskusja zwróciła uwagę na żywą społecznie kwestię. O gustach się nie dyskutuje, ale wielu ludziom trudno jest uwierzyć, że starsza kobieta może się podobać i budzić emocje u młodszych mężczyzn. Psycholodzy i seksuolodzy od lat potwierdzają, że taki związek odpowiada na wzajemne potrzeby obu stron – psychiczne, emocjonalne i, o zgrozo!, seksualne. A dlaczegóż by nie? Kobieta po 50-tce to niekoniecznie stare próchno zjedzone przez korniki. Zadbana, dojrzała emocjonalnie i doświadczona życiowo, ale nadal młoda duchem ma wiele do zaoferowania mężczyźnie, zresztą nie tylko młodszemu. Naprawdę warto to docenić. Na zepsutym moralnie Zachodzie tego rodzaju związki już nikogo nie dziwią, są nawet specjalne portale randkowe do łączenia w pary starsze kobiety i zainteresowanych nimi mężczyzn. U nas takie relacje ciągle jeszcze znajdują się na ostrzu społecznego napiętnowania. „Rewolucja Brigitte” – głosiły nagłówki. Może rzeczywiście coś się w tej materii ruszy i nawet w naszym kraju, tego rodzaju związki nie będą już wywoływać sensacji. Dała nam przykład Madame Macron, jak zwyciężać mamy! O miłości można długo. Dlatego będzie dalszy ciąg. W następnych odcinkach napiszę o portalach randkowych, biurach matrymonialnych, klubach 50+ itp. A póki co: Kochajmy się! Niezależnie od wieku.
Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy warto robić domowe przetwory? Przeanalizujcie swoje wydatki na ulubione dżemy i ogórki w occie. Sprawdźcie, jakie przetwory kupujecie najczęściej i w jakich ilościach. Podsumujcie rachunki. Może się okazać, że koszt zakupu przetworów to znacząca kwota w domowym budżecie. Warto wykorzystać wszystkie możliwe sposoby na oszczędzanie - również domowe przetwory. Jakie przetwory warto robić? Warto przerabiać warzywa i owoce na te przetwory, które często kupujemy. Jeśli jesteście wielbicielami dżemu truskawkowego, zróbcie dżem doskonały. W domowej konfiturze truskawkowej jest 100 proc. owoców, w kupnym dżemie zaledwie 50 proc. Jeśli kochacie ogórki z chili, zróbcie zapas najlepszych pikli ogórkowych. Warto tracić czas i pieniądze (na zakup składników), jedynie na przetwory, które zimą sprawią nam niekłamaną przyjemność. Jak oszczędzać na przetworach? Najwięcej oszczędzicie na domowych przetworach, gdy je przygotujecie w sezonie letnim i jesiennym, gdy warzywa i owoce są najtańsze. Przygotowanie przetworów nie jest tak czasochłonne i energochłonne, jak się powszechnie wydaje. Wiele przetworów po zagotowaniu, nie trzeba już pasteryzować. Żeby zaoszczędzić warto kupować większe ilości owoców i warzyw w hurcie lub prosto od producenta. Zamiast kupować nowe słoiki, wykorzystać te z odzysku. Będą za darmo. Jedyny koszt, jaki musimy co jakiś czas powtarzać, to zakup pokrywek. Te niestety po kilku użyciach, czyli po kilku sezonach, tracą szczelność. Ile można zaoszczędzić na przetworach? Oszczędności na przetworach domowych zależą od ilości przygotowanych słoików oraz wartości zużytych składników. Według sprzedawców, jednym z najpopularniejszych przetworów, które chętnie kupujemy są pikantne ogórki w occie. Policzmy zatem, ile kosztuje przygotowanie pikli ogórkowych. Na targu za 1 kg ogórków zapłacimy około 5 zł. Jednak jeśli kupicie ogórki w hurcie, to cena 1 kg wyniesie 2,50 zł. Na 6 słoików ogórków w occie tzw. “Krokodylków”, potrzebujemy: 5 kg ogórków (2,50 zł / kg) - 12,50 zł 6 łyżek soli (1,55 zł / kg) - 0,16 zł 2 szklanki octu (3,30 zł / l) - 1,65 zł 2 szklanki cukru (3,50 zł / kg) - 1,56 zł 2 główki czosnku (1,50 zł / gł.) - 3 zł 3 łyżeczki chili (1,30 zł / 15 g) - 1,50 zł 240 ml oleju (12 zł / l) - 3 zł 6 słoików o pojemności 750 ml z odzysku - 0 zł 6 pokrywek do słoików z odzysku - 0 zł Razem koszt składników na to: 23,37 zł Koszt 1 słoika własnoręcznie przygotowanych pikli to 3,9 zł Z przedstawionego rachunku jasno wynika, że 1 słoik własnoręcznie przygotowanych ogórków w occie o oryginalnym smaku, do tego przepysznych, kosztuje tylko 3,9 zł. Zwykłe ogórki konserwowe w occie w słoiku pojemności 750 ml kupimy za 7 zł. Zatem na każdym słoiku oszczędzamy co najmniej 3 zł. Ale już na 6 słoikach oszczędność wynosi 18 zł. Te pieniądze można przeznaczyć na nowe słoiki albo wsad do nich. Przepis na obłędne w smaku “Krokodylki” podamy w jutrzejszym wydaniu. Tańczące z promocjami Skąd brać tanie słoiki? W sezonie warto w sklepach rozglądać się za rabatami na słoiki. Posłużą nam długo. Częściej należy wymieniać pokrywki, które szybko się zużywają. Warto gromadzić puste słoiki po przetworach. Opróżnione słoiki należy umyć i wyparzyć. Umyte i osuszone pokrywki trzymać oddzielnie w papierowej torbie. Wtedy nie zardzewieją. Jeśli nie macie odpowiedniej ilości słoików, popytajcie sąsiadów. Zajrzyjcie także do pojemników przeznaczonych do segregacji opakowań szklanych. Znajdziecie tam wiele całych słoików lekkomyślnie wyrzuconych przez innych. Jak kupić tanie surowce? Najwięcej zaoszczędzisz, jeśli będziesz robić przetwory wtedy, gdy owoce i warzywa są najtańsze. Sezon na tanie truskawki to koniec czerwca i początek lipca. Morele, brzoskwinie, czereśnie, wiśnie i porzeczki najtańsze są w lipcu. Natomiast pomidory, papryka, ogórki i cukinia osiągają najniższe ceny w sierpniu. Jabłka, gruszki oraz kapusta - we wrześniu. Najlepiej jest kupować warzywa i owoce na targowiskach lub giełdach warzywno-owocowych. Zmotoryzowani mogą udać się po składniki na przetwory prosto do gospodarstw ogrodniczych. Wielu sadowników organizuje weekendy zbiorów dla chętnych. Za samodzielnie zebrane owoce płacimy dużo mniej. Właściciele działek oraz przydomowych ogrodów warzywa i owoce będą mieli za darmo. Warto jednak pytać właścicieli owocowych grządek, czy za pomoc w zbiorach, nie odstąpią części plonów. Czasem okazuje się, że porzeczki spadły z krzaka, bo nie miał je kto zebrać. Tani cukier, przyprawy i dodatki W sezonie przetwórczym wiele super i hipermarketów oferuje zbiorcze opakowania cukru w promocyjnych cenach. Jeśli robimy dużo przetworów paczka 10 kg cukru wcale nie jest za duża. Jeśli kupujecie duży pęczek zestawu przypraw do kiszenia ogórków, to nadwyżki możecie ususzyć i wykorzystać przy następnej okazji. Nie warto kupować dodatków żelujących. Są drogie (torebka ok. 30 g kosztuje 4 zł), zmieniają smak, a i tak na 1 kg owoców potrzebujecie 0,5 kg cukru. To tyle samo, ile zużywa się do normalnego dżemu. Do tego wszystkie fixy zawierają środki konserwujące. Tanie przepisy na domowe przetwory [GALERIA]
Związki osób po 50-tce są mniej intensywne niż młodzieńcze, ale dojrzalsze i luźniejsze zarazem. Prosty przykład: poznali się, gdy mieli już swoje lata – dorastające dzieci, nawyki i bagaż doświadczeń. I wtedy pojawiły się dylematy: czy wypada zakochać się w moim wieku, jak powiedzieć bliskim, że chcę być szczęśliwa? Dlaczego późna miłość wciąż budzi skrajne emocje? Psycholodzy podkreślają, że każda pora jest dobra na miłość. Dojrzałe uczucie może być tak samo piękne jak w młodości, a prawo do szczęścia mają wszyscy, niezależnie od wieku. Tymczasem widok zakochanych sześćdziesięciolatków wciąż niektórych oburza. W obawie przed opinią otoczenia niektóre kobiety – rozwódki, wdowy albo te, które do tej pory nie spotkały drugiej połówki, na siłę bronią się przed uczuciem. Zdaniem psychologów, to błąd, bo poza nielicznymi wyjątkami nie jesteśmy stworzeni do samotności. Każdy bez względu na wiek potrzebuje czułości, opieki, poczucia bezpieczeństwa. Jeśli więc zdarzy ci się późna miłość, czerp z niej całymi garściami! Szkoda odrzucać uczucie, by potem żałować, że zostało się z niewykorzystaną szansą. Czy wypada zakochać się po 50-tce? Starość i namiętność w naszej cywilizacji wciąż się wykluczają. Nawet dorosłym dzieciom trudno wyobrazić sobie rodziców, tym bardziej dziadków, zakochanych czy uprawiających seks. Żyjemy w społeczności dość mieszczańskiej, gdzie druga połowa życia kojarzy się z chorobami, bawieniem wnuków i samotnością. Niektórym trudno zaakceptować, że skoro żyjemy znacznie dłużej niż kilkadziesiąt lat temu, to coraz więcej osób w wieku emerytalnym jest aktywnych zawodowo, uprawia sport, ma plany na przyszłość. W efekcie miłość, która pojawia się w dojrzałym wieku, często zaskakuje nawet samych zakochanych. Zapominamy, że nawet najlepsze relacje z dziećmi czy przyjaciółmi nie zastąpią bliskości, jaka rodzi się między kobietą i mężczyzną, że w życiu powinno być miejsce na seks. Przestańmy przejmować się, że rodzina czy znajomi dziwią się: „i w tym wieku zachciewa ci się miłości...?”. Ludzie, którzy nie potrafią cieszyć się cudzym szczęściem i krytykują innych, często robią to z zazdrości. Nie wolno pozwolić, by ktokolwiek decydował o naszym szczęściu. Realizujmy więc swoje potrzeby i stawiajmy je wyżej od tego, co kto o nas pomyśli. Czy związek dojrzałych osób po przejściach ma szansę powodzenia? Kiedy zaczyna się snuć wspólne plany, często pojawia się obawa, czy związek z partnerem po przejściach ma szanse powodzenia. Psycholodzy podkreślają, że jeśli ktoś się rozwiódł albo jest singlem, to nie znaczy, że ma jakieś deficyty. Jak wiadomo, porażki mogą być dobrą lekcją na przyszłość. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski i nie popełniać błędów, które doprowadziły do rozpadu partnerskiej więzi. W dojrzałym wieku nie rzucamy się już ślepo w ramiona Amora, mamy więcej doświadczenia i większy dystans do wszystkiego. Warto wierzyć swojej intuicji. Czasem słyszy się o oszustach, ale to sytuacje sporadyczne. Decydując się na budowę związku, zawsze podejmuje się pewne ryzyko. Jeżeli jednak nie obdarzysz partnera zaufaniem, nie znajdziesz szczęścia nawet, gdy będzie ideałem. O tym, w jakie wchodzimy relacje, decyduje też nasze poczucie własnej wartości. Nie wierzysz w siebie, jesteś osobą lękliwą, masz większe szanse, że zwiążesz się z osobą, która będzie to wykorzystywać. Boimy się porównań z poprzednią partnerką. Trudno takich konfrontacji zupełnie uniknąć. Wiadomo, że poprzedniczka była dla naszego partnera osobą ważną, ale nie wolno walczyć o pierwszeństwo. Bo pamięć o danej osobie to jedno, a to, co się dzieje teraz, to całkowicie inna jakość. Nowy związek po 50-tce: opieraj go na doświadczeniu, ale nie wspominaj byłych partnerów Często kobiety niepotrzebnie same prowokują porównania, choćby pytaniem „a jaka ona była?”… Pomyśl, jesteś inną osobą, tworzycie inną parę, na innym etapie życia, więc po co rozkręcać takie oceny. Gdy zdarzy się sytuacja kłopotliwa, powiedz jasno, co ci nie odpowiada („poświęcasz za dużo czasu sprawom z przeszłości”, „ciągle mówisz o byłej żonie”) i albo partner zmieni swoje zachowanie, albo trzeba będzie się z tego układu wycofać. Gotowość do nowego związku oznacza zaakceptowanie odrębności nowej osoby, zrozumienie, że można mieć inne przyzwyczajenia, nawyki, hobby. W niektórych sprawach możliwy jest kompromis, w innych trzeba zostawić sobie wolną przestrzeń. Doświadczenie życiowe sprawia, że osoby w pewnym wieku są bardziej wyrozumiałe i mają większą łatwość rozwiązywania konfliktów. Miłość dojrzała niesie z sobą o wiele mniej problemów niż młodzieńcze uczucie. Oboje partnerzy mają już ustabilizowaną pozycję zawodową i finansową, nie muszą zajmować się wychowywaniem dzieci, mogą skupić się na sobie i miłym spędzaniu czasu. Gdy oboje są na emeryturze, mogą po prostu z sobą być, gdzieś pojechać, pójść do kina. Relacje w późniejszym wieku mają tę zaletę, że mogą być bliskie, a jednocześnie luźne. Nie trzeba od razu brać ślubu, można mieszkać osobno i spotykać się wtedy, kiedy oboje tego chcemy. Ważne, że czujemy się z sobą dobrze. Zalety miłości po 50-tce Czy osoby dojrzałe mają „motyle w brzuchu”? To sprawa indywidualna. Na pewno nie jest to takie szaleństwo jak w młodości, ale nie znaczy, że nie jesteśmy sobą zauroczeni. Tylko trochę inaczej to przeżywamy. Miłość dojrzała jest spokojniejsza, romantyczna, bardziej skupiona na przyjaźni niż na seksie. Mężczyzna zdążył już poznać psychikę kobiety, bardziej ją docenia i adoruje. Miłość pojawiająca się w późnym wieku daje poczucie wielkiej radości. Bliskość, ciepło, troska partnera i zaspokojenie potrzeb, których jesteśmy bardziej świadome niż w wieku 20 lat – wszystko to sprawia, że zaczynamy nowe życie. Gdy wmówimy sobie, że po pięćdziesiątce nie wypada się zakochać, to tak jakbyśmy strąciły siebie na margines. Trzeba uwierzyć, że warto szukać miłości w każdym wieku, bo dodaje sił witalnych. Kobieta zakochana jest szczęśliwa, czuje się młodziej, ma błyszczące oczy, gładszą cerę, chce się podobać, bardziej o siebie dba. Miłość dowartościowuje, daje poczucie bycia kobietą, nie tylko matką, babcią, dobrą ciocią. Czasem warto zamknąć oczy i rzucić się na głęboką wodę. miesięcznik "Zdrowie"
Życie zaczyna się po 50 „Spokojnie mogę powiedzieć, że życie kobiety zaczyna się po pięćdziesiątce…” pisze w swojej książce Ewa Foley. Podobnego zdana jest też wiele innych kobiet, które po pięćdziesiątych urodzinach były zmuszone zaczynać wszystko od nowa, lub po prostu doszły do wniosku, że muszą zmienić coś w swoim życiu zanim będzie za to dobry czas na nowy początek? Dlatego że kobieta w pewnym wieku jest już mądrzejsza i bogatsza o bagaż swoich przeżyć i doświadczeń. Dzieci są już dorosłe i mają własne życie. Pewne życiowe cele zostały już osiągnięte i można zająć się realizacją swoich marzeń. Nowy początek to podjęcie wyzwania. Najwyższy czas podjąć w końcu decyzje, które od lat odkłada się na półkę i czeka się na lepsze jutro. Najwyższy czas zdać sobie sprawę z faktu, że skoro było już gorsze wczoraj to lepsze jutro jest właśnie dzisiaj. Po pięćdziesiątym roku życia kobiety często zaczynają wreszcie dostrzegać to, co jest dla niech ważne i zaczynają rozumieć, czego tak naprawdę od życia chcą. Świadome upływu czasu i silniejsze o przeżyte już porażki zaczynają układać sobie życie po swojemu. Wiele kobiet samotnych w tym wieku (bez względu na powody tej samotności) wbrew swoim obawom, poznaje prawdziwą miłość i jeżeli ma odwagę skorzystać z tej okazji, zaczyna żyć na nowo, odkrywając od nowa smak życia i miłości. Mimo licznych obaw kobiety w takiej sytuacji szybko orientują się, że na miłość i szczęście nigdy nie jest za późno. Zakładają nowe rodziny i często przyznają, że są to rodziny bardzo zgodne i szczęśliwe. Kobiety po pięćdziesiątym roku życia często też sięgają po swoje ambicje i zaczynają realizować się zawodowo. Czasami jest to wpływ świadomej przemyślanej decyzji, a czasami zbiegu różnisz okoliczności. Kobieta w tym wieku na ogół ma już spore doświadczenie zawodowe i umiejętności, które ułatwiają jej osiągnięcie sukcesu w biznesie. A ponieważ kobiety mają to do siebie, że potrafią i chcą łączyć biznes ze swoimi pasjami, to praca sprawia im dużo radości. Usłyszałam kiedyś opinię, że kobieta po pięćdziesiątce przeżywa coś na kształt żeńskiej wersji kryzysu wieku średniego i dlatego zaczyna przestawiać wszystko w swoim życiu. Ja jednak nie zgadzam się z tą teorią, jestem, bowiem zdania, że to nie kryzys, a przebudzenie z pewnego rodzaju snu na jawie uświadamia kobietom, że czas płynie i pora by życie płynęło dla nas a nie my dla życia, bo czas przemija i szczęście nie ma sensu odkładać na potem, na jutro, na kiedyś…
jak często się kochacie po 50