Chrześcijański film familijny | „Gdzie jest mój dom?” Bóg dał mi szczęśliwą rodzinę (Dubbing PL), a post from the blog Posts by Świadcz o Bogu Wszechmogącym, written by Świadcz o Bogu Wszechmogącym on Bloglovin’ Pierwsza z serii książeczek "Opowieści z miejsc świętych" dla dzieci. Wierszowana opowieść o największym polskim sanktuarium maryjnym - Częstochowie. Dla dzieci w wieku 3-6 lat. Wysyłka w: od 3 do 7 dni roboczych. 11,90 zł. Cena regularna: 14,90 zł. Najniższa cena: 11,00 zł. Zauważalna tendencja. PEW przyznaje, że chociaż badania nie dowodzą, że uczęszczanie na nabożeństwa kościelne bezpośrednio są przyczyną szczęśliwszego życia, to niemniej jednak w wielu krajach daję się zauważyć wyraźną tendencję: np. w Stanach Zjednoczonych 36 procent aktywnych religijnie respondentów określiło siebie WPHUB. 23.10.2022 06:48, aktualizacja 23.10.2022 15:02. Arcybiskup Grzegorz Ryś mówi wprost. To "nieposłuszeństwo wobec Boga". 748. W Łodzi odbył się Ogólnopolski Kongres Liderek i Duszpasterzy wspólnot Kobiet działających w Kościele Rzymskokatolickim w Polsce. Kazanie wygłosił abp Grzegorz Ryś, który poruszył temat szacunku do Najczęściej sąd przyznawał opiekę nad dziećmi matce, natomiast ojcu tylko w ok. 4% przypadków, zaś o wspólnym wychowywaniu potomstwa sąd zdecydował w 33% przypadków. Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą średnio ok. 14 lat. Statystyczny rozwiedziony mężczyzna miał w 2012 r. ok. 40-41 lat, a kobieta o dwa lata mniej. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Tekst piosenki: A Bóg miał dobre oczy ... a Bóg miał ludzką twarz, a Bóg był czasem smutny, a Bóg miał ileś lat. Więc Bóg też kochał kwiaty, Więc Bóg też róże miał, Więc Bóg tak też umierał, Bo róży z siebie dał. Czy Jezus oczy miał wciąż niebieskie, Czy chciał przez łzy się śmiać? Czy włosy wiatrem miał rozwichrzone, Czy lubił w deszczu stać? Czy kochał jesień jak uzdrowiony, Czy chłonął wiosny szał? Czy kiedyś płakał w kącie skulony? Wszak ludzkie serce miał. A Bóg znał dotyk lęku, A Bóg się bólu bał, A Bogu serce pękło, Bo Bóg umierał sam. A Bóg też w liściach brodził, A Bóg z tęsknoty drżał, A Bóg był taki piękny, Gdy nad jeziorem stał. Czy Jezus ... Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu Temat ten towarzyszył ludzkości przez wieki, stając się także zarzewiem zaciętych sporów. Pascal wymyślił nawet swój słynny zakład dotyczący wiary w Boga. Ale czy naukowcom uda się kiedykolwiek znaleźć dowody na jego istnienie? Najłatwiej uczynić to przez obserwacje tego, co dzieje się w mózgach osób doznających mistycznych doświadczeń. Naukowcy próbowali nieraz indukować podobne przeżycia przy wykorzystaniu środków psychoaktywnych i w ten sposób zajrzeć w mózg w poszukiwaniu „Boga”. _____________________ NPR Przez większą część XX wieku, nauka unikała badań nad ludzką duchowością. Zygmunt Freud twierdził, że Bóg jest jedynie złudzeniem i utrzymywał, że jeśli w ogóle on istnieje, to jego natura musi wykraczać dalece poza zdolności naukowych przyrządów badawczych. Dziś jednak niektórzy naukowcy twierdzą, że przy użyciu nowych technologii można pokusić się o prośbę zrozumienia duchowych doświadczeń. Zaglądając w nasze mózgi i badając nasze ciała starają się odnaleźć oni poszlaki wskazujące na istnienie świata duchowego. Poszukiwania są jednak jeszcze w powijakach, zaś sami uczeni przyznają, że nie wiadomo, czy kiedyś uda zbliżyć im się do odpowiedzi na pytanie zadane w tytule tegoż artykuł. Jednym z pytań, które wymaga odpowiedzi jest to dotyczące faktu, czy spotkanie z Bogiem jest rzeczywiście niczym więcej jak reakcją zachodzącą w mózgu. Kaktusem do nieba Poszukiwania odpowiedzi na to pytanie prowadzą nas na jeden ze szczytów w rezerwacie Indian Navajo w Lukachukai. 87-letni Fred Harvey, wysoki kapłan czeka, aż członkowie jego rodziny przygotują peyotl – gatunek kaktusa wyzwalający po jego spożyciu wizje. Używanie peyotl'u w tradycji Navajo do komunikowania się ze światem duchów znane jest od setek lat. Andy Harvey, jeden z uczestników ceremonii mówi, że peyotl służy jako pośrednik między światem niebiańskim a ludźmi. Kwitnący kaktus peyotl - Czasami prosimy, aby peyotl pomógł nam usunąć choroby i oczyścić nasze dusze – mówi. Wierzymy też, że tak się dzieje. To dlatego nazywamy go świętym zielem. Do namiotu wchodzi następnie grupa ponad 30 osób. Zostaną w nim przez następne pół dnia. Młodzi mężczyźni biją w bębny, szaman modli się i wszyscy spożywają peyotl. Około północy przemawia jedna z kobiet indiańskich o imieniu Mary Ann. - Chcę poddać się ogniu – mówi dodając, że cierpi na półpasiec i do wyzdrowienia potrzebuje peyotl. Kobieta wierzy ponadto, że przyczyną cierpienia jest zło, które wyrządziła przed 20 laty pewnemu mężczyźnie, którego duch ją prześladuje. Mijają dwie godziny. Kobieta odkrywa, że półpasiec zniknął i krzyczy, że wyzdrowiała. Jak mówiła potem, podczas ceremonii ujrzała ducha mężczyzny, którego poprosiła o wybaczenie. Najbardziej intrygujące jest jednak to, że połączenie bębnienia, modlitwy i narkotyku wpłynęło znacznie nie tylko na jej psychikę, ale i na półpasiec. Lekcja z lat 60-tych Naukowcy od dawna zaintrygowani byli podobnymi doświadczeniami, kiedy to stan danej osoby poprawia się po modlitwach. Przez wiele lat zastanawiano się, w jaki sposób dochodzi do podobnych doświadczeń i czy przypadki, w których np. dana osoba widzi swe ciało z góry znajdując się rzekomo na granicy życia i śmierci, są prawdziwe. Biorąc przykład z Indian, zaczęli przyjmować substancje psychoaktywne, tyle że w warunkach laboratoryjnych. Pierwsze tego typu badania substancji psychoaktywnych miały miejsce w Wielki Piątek 1962 roku. W piwnicy March Chanel w Uniwersytecie Bostońskim, badacze z Harwardu podali 10 studentom LSD w celu przekonania się, czy w otoczeniu świątyni narkotyki wywołają doświadczenia mistyczne. I udało się. Wkrótce potem badacze z innych znanych ośrodków zaczęli podawać ochotnikom narkotyki i badać ich reakcje w warunkach laboratoryjnych. W latach 60-tych amerykański rząd zaniepokoiła jednak tendencja związana z wykonywaniem przez młodych naukowców eksperymentów z psychodelikami „na własną rękę”, stąd też w następnym dziesięcioleciu były one już rzadkością. Aż do dziś. Roland Griffiths w Centrum Medycznym Uniwersytetu im. Johna Hopkinsa w Baltimore założył swoją „grzybową mekkę”. Światło jest przygaszone. Wewnątrz obok krzyża znajdziemy figurę Buddy czy świątynię shintoistyczną. Pośrodku pomieszczenia stoi sofa, na której zasiadają ochotnicy, którym podawane są kapsułki z psylocybiną – psychodelicznym składnikiem znajdowanym w grzybach. Griffiths, neurofarmakolog, jest jednym z czołowych badaczy na drodze do zrozumienia związków substancji psychoaktywnych z duchowością od lat 70-tych. Dlaczego jednak podjął się tak trudnego zadania? - Było to po prostu ciekawe – mówi. Mistyczna podróż na grzyby W rzeczywistości Griffiths przyznaje, że gdy 15 lat temu rozpoczął medytację zaczął też inaczej patrzeć na naturę rzeczywistości. Zastanawiał się, co się dzieje z ludzkim mózgiem, gdy ludzie przeżywają doświadczenia duchowe. Griffiths zgromadził następnie 36 osób – stabilnych w średnim wieku, którzy byli religijnie praktykujący (wyznania były różne) i mieli chęć na przygodę życia. Wśród nich znajdowała się Karin Sokel. - Poprosili mnie, abym się położyła z słuchawkami, w których leciała najgłośniejsza muzyka, jaką kiedykolwiek słyszałam. Miałam zasłonięte oczy i tak wkrótce zaczęło się moje doświadczenie – mówi. Roland Griffiths Sokel wzięła udział w pięciu sesjach, które opisuje jako najbardziej głębokie przeżycia, jakich doświadczyła. - Wiem, ze miałam spotkania z czymś, co nazywam „jednią” – przyznaje. Był czas, gdy byłam w nią lekko popychana a potem zobaczyłam światło. Tego nie da się opisać. To nawet nie było światło, tylko miłość. W słowach Sokel echem odbijają się mistyczne doświadczenia ludzi, którzy rozmawiali z Bogiem będąc z nim w fizycznej unii, czy też mieli wgląd we „wieczność” albo przeżywali doświadczenia pozazielesne. Griffths twierdzi, że 70% ochotników doświadczyło w pełni przeżyć mistycznych, co według niego jest „niesamowite”. Badania Griffithsa sugerują wskazówki mówiące o mechanizmie działania przeżyć duchowych – mówi neurolog Solomon Snyder. Serotonina i mistyczny mechanizm - Jeśli założymy, że stany wzbudzane przez środki psychaktywne przypominają bardzo doznania mistyczne, zatem odnaleźliśmy molekularny mechanizm działalna narkotyków – mówi Snyder. Zatem możemy powiedzieć, że mamy wgląd w to, co dzieje się z mózgami mistyków. Nyder, który jest dyrektorem wydziału neurologii na Uniwersytecie Johna Hopkinsa mówi, że według naukowców najbardziej istotną rolę w doświadczeniach mistycznych odgrywa serotonina. Ów neuroprzekaźnik wpływa na części mózgu, które wiążą się z emocjami i percepcją. W ujęciu chemicznym zarówno peyotl jak i LSD czy inne psychodeliki działają podobnie jak serotonina i aktywują ten sam receptor. Nowe drogi badania duchowości W grę wchodzą oczywiście jeszcze inne związki chemiczne i receptory. No i co najważniejsze – doświadczenia mistyczne zdarzają się także bez użycia środków psychoaktywnych, a przez modlitwę, medytację, post oraz śpiewy. Griffiths mówi jednak, że jego badania otworzą nowe możliwości dla nauki o duchowości. Jak na razie nie możemy jednak systematycznie śledzić stanów mistycznych. - Nie można po prostu powiedzieć: „chodźmy do laboratorium, pomódlmy się a potem dajmy się podpiąć pod aparaturę i zacznijmy mistyczne uniesienia!” – mówi. W grę wchodzą sprawy, które zwykle przytrafiają się ludziom raz lub jedynie kilka razy w życiu. Jeśli jednak można za pomocą związków chemicznych sprowokować odpowiednik zjawiska duchowego, można również zajrzeć do mózgu przeżywającej je osoby, aby wyodrębnić aktywne jego części – dodaje. LSD i NDE Griffiths rozpoczął niedawno kolejne badania. W latach 50-tych i 60-tych XX wieku badacze studiowali efekty działania LSD u osób z terminalnym stadium choroby nowotworowej. Wiele z tych osób doznało przeżyć mistycznych. Wśród osób, które ich doświadczały były także te, które przeżyły zjawisko z pogranicza śmierci wierząc w to, że życie człowieka nie kończy się wraz z odejściem z tego świata. Griffiths poszukuje chorych, którzy biorąc udział w specjalnym teście mającym potwierdzić czy syntetycznie indukowane doświadczenia mistyczne mogą im w jakiś sposób pomóc. Jednakże mimo wszystko żadne z badań nie przyniesie ostatecznej odpowiedzi na najważniesze pytanie odnoszące się do duchowości: „Czemu to wszystko się dzieje”? Dlaczego człowiek jako mechanizm może ich doznawać? Naukowców pasjonuje także inne zagadnienie. Chcą bowiem przekonać się czy istnieje szczególny obszar w mózgu odpowiadający za powstawanie „bogów”. Zobacz także: ► Skomentuj na INFRA FORUM (nie wymaga rejestracji) ► Doświadczenia duchowe... ► Mojżesz i ayahuasca ___________________________Tłumaczenie: INFRA Źródło: National Public Radio / Artykuł napisany na podstawie książki ks. prof. dr hab. Józefa Wilka "Pedagogika rodziny". Jan Paweł II w czasie swojej czwartej pielgrzymki do Polski powiedział: Tak każde dziecko jest darem Boga. Dar to trudny niekiedy do przyjęcia ale zawsze dar bezcenny. (Dekalog na nowo odczytany, Szczecin 1993, s. 39). Jest to dar bezcenny, zmieniający życie małżeństwa i rodziny. Sama jego obecność przemienia wnętrze rodziców. Kobieta dzień po dniu staje się matką, mężczyzna - ojcem. Zmienia się środowisko ich życia. Jest w nim więcej niepokoju, troski, zabiegania i zmęczenia. Ale dziecko sprawia również, że miłość rodziców dojrzewa w przyspieszonym tempie. Z dnia na dzień zapominają oni o własnej wygodzie, przyzwyczajeniach, koniecznych spotkaniach ze znajomymi, które nagle stają się niekonieczne. Można również powiedzieć, że dziecko leczy małżonków z samotności. Znane są przypadki małżeństw przez długi okres bezdzietnych, w których pojawienie się dziecka było zaczerpnięciem głębokiego oddechu i nową inspiracją do życia. Domowy świat koncentruje się wokół kołyski. Wszystkie plany, spotkania, praca stają się mniej ważne: bo jest dziecko! Burzy ono wygodę rodziców, porządek i przez to ich odmładza. Muszą oni poczynić wysiłki i zmienić życie domowe, by dziecko było szczęśliwe, a oni nadal mogli funkcjonować w społeczeństwie. Zadanie to nie jest łatwe! Ogromny wpływ na powodzenie w jego realizacji ma dojrzałość małżonków i chęć współpracy, oraz wzajemna miłość i zaufanie. Taki mały człowiek, zupełnie bezradny i bezbronny jest jednocześnie wielkim rewolucjonistą, potrzebującym ciągłej opieki, miłości i ciepła ze strony rodziców i rodziny. Na ogromną wartość dziecka dla życia rodzinnego i społecznego zwraca Pismo Święte. Dzieci w narodzie wybranym były błogosławieństwem, brak dzieci karą za grzechy - powodem rozpaczy: Rywalka zaś dokuczała jej bardzo, by ją napełnić goryczą, że Jahwe zamknął jej żywot. I tak działo się z roku na rok: ilekroć Anna chodziła do świątyni Jahwe, wtedy Peninna jej dokuczała. Dlatego płakała Anna i nie jadła. (Sm 1, Wiele jest przykładów w Piśmie Świętym mówiących o radości z powodu posiadania dzieci: Żona twoja jak owocujący szczep winny we wnętrzu twojego domu, synowie twoi jak młode gałązki oliwki wokół twojego stołu. Oto jak będzie błogosławiony człowiek, który boi się Jahwe. Niech błogosławi ci Jahwe z Syjonu! Obyś mógł oglądać dzieci twoich synów. Pokój nad Izraelem! (Ps 128) W Księdze Tobiasza mówi się o dziecku jako radości dla oczu ojca. Dziecko to przedłużenie życia narodu, to nadzieja na dobro, na przyszłość. Umiłowanie dla dzieci widoczne jest w całej historii zbawienia. W Nowym Testamencie Jezus mówi: Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie i nie powstrzymujcie ich (Mt 19,14). To słowa wyrażające równość w oczach Boga, pełnoprawność w dialogu z Nim. Bóg opiekuje się dziećmi jest obrońcą ich praw: Nie będziecie dręczyć wdowy ani sieroty. Gdybyś go skrzywdził, a on zaniósłby do mnie skargę, na pewno wysłucham jego wołania! (Wj 22, 21-22). Powołuje je i wyznacza im odpowiedzialne zadania nawet wtedy, gdy są jeszcze w łonie matki: Zanim ukształtowałem cię w łonie [matki], znałem cię; zanim ujrzałeś światło dzienne, Nie mów: "Jestem [zbyt] młody", bo pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz głosił, cokolwiek ci zlecę. (Jr 1, 5. 7) Niezwykle ważnym zagadnieniem w odniesieniu do dzieci ukazanym również w Objawieniu Bożym jest wychowanie dzieci. W Starym Testamencie wychowanie przez trzy pierwsze lata życia należało do matki. Potem chłopcy przechodzili pod opiekę ojca, dziewczynki pozostawały przy matce przygotowując się do roli żony i rodzicielki. Synowie mieli uczyć się mądrości, która miała wyrażać się w umiejętnościach zawodowych, społecznych i patriotytycznych. Oczywiście nie zapominano o wychowaniu religijnym. Dobre wychowanie łączyło się z surowością i konsekwencją rodziców, która zawsze owocowała dobrem w dorosłym życiu dziecka. Dom rodzinny to ostoja i miejsce rozwoju pierwotnego Kościoła. Wokół ognisk domowych rozwijało się życie religijne pierwszych chrześcijan. Dzieci w tamtych czasach żyły na co dzień umiłowaniem Boga i bliźniego. Najpiękniejszym wzorem miłości w rodzinie jest Rodzina z Nazaretu. Jan Paweł II zwraca uwagę na ich doświadczenia i wzajemne relacje, które mogą być inspiracją dla współczesnych rodzin do pokonywania codziennych trosk. Święta Rodzina to przykład pokory i zaufania wobec Boga. To Rodzina, która przepełniona szacunkiem wobec jej członków (także tych dalszych), ukazuje ten szacunek również wobec ludzi z którymi przychodzi jej na co dzień spotykać się. Współczesna rodzina narażona jest na wielorakie wpływy, które nie zawsze pozytywnie oddziaływują na dzieci. Wielką mądrością, wrażliwością, otwartością i miłością muszą wykazać się rodzice, którzy pragną by ich dzieci stworzyły w przyszłości "domy" w których obecne będą: zaufanie, wierność, przyjaźń i wiara w Boga. Katechizm Kościoła Katolickiego następująco definiuje rodzinę: Rodzina chrześcijańska jest komunią osób, znakiem i obrazem komunii Ojca i Syna w Duchu Świętym. Jej działanie w dziedzinie prokreacji i wychowania jest odbiciem stwórczego dzieła Ojca. Jest ona wezwana do uczestnictwa w modlitwie i ofierze Chrystusa. Codzienna modlitwa i czytanie słowa Bożego umacniają w niej miłość. Rodzina chrześcijańska jest powołana do ewangelizacji i misji (KKK 2205). Definicja ta wskazuje jak ważną rolę w wychowaniu dziecka odgrywa rodzina, w wychowaniu nie tylko do życia w społeczeństwie, ale przede wszystkim do życia we wspólnocie z Bogiem. Aby rodzina mogła ewangelizować, trwać we wspólnocie z Bogiem musi stworzyć dzieciom podstawy do religijnego rozwoju. Wiara to dar i łaska, którą każdy człowiek otrzymuje od Boga - to wyraz Jego Miłości do ludzi. W pierwszej kolejności od rodziny w jakiej przyszło żyć i dorastać dziecku, zależy co z tym niezwykłym darem się stanie. Ks. Prof. Józef Wilk w książce Pedagogika rodziny wyróżnia w rozwoju społecznym dziecka trzy etapy stanowiące podstawy kształtowania się jego religijności. Pierwszym etapem rozwoju religijności jest prazaufanie czyli zdolność do polegania na kimś, do zdania się na kogoś. Rozwija się ono przez miłość do osób bliskich, a przede wszystkim do matki. Drugim etapem kształtującym odniesienie do Boga jest rozwijanie zdolności do nawiązywania relacji osobowych. Na tym etapie również główną rolę odgrywa matka. Ponieważ to z nią kontakty małego dziecka są najczęstsze i od niej ono się uczy relacji międzyosobowych. Etap trzeci to identyfikacja z autorytetem. Tutaj szczególną rolę odgrywa ojciec, gdyż dziecko obraz Boga kształtuje na podstawie obrazu Ojca. Ojciec dobry, kochający, obecny, gotowy do pomocy to obraz Boga miłosiernego, czekającego na dziecko, pomocnego w trudnych chwilach życiowych. Ojciec niesprawiedliwy, pełen gniewu, stale nieobecny lub obecny w przykry sposób - to Bóg gromowładny, niedostępny i pełen mocy przed którą należy się ukorzyć. W dalszej części rozważań Ks. Wilk wyróżnia trzy fazy rozwoju religijności dziecka. Należą do nich: 1. OBUDZENIE 2. ROZWINIĘCIE 3. DOPEŁNIENIE W dalszej części pracy poszczególne fazy zostaną bardziej szczegółowo omówione. 1. OBUDZENIE Na tym etapie wychowania religijnego wykorzystuje się zdolność ludzkiej natury do nawiązywania relacji osobowych. Zdolność ta rozwija się przez kontakty z matką - w pierwszych tygodniach życia - i członkami rodziny. Te pierwsze relacje mają wpływ na kształtowanie się relacji do Boga. Pozytywne odniesienie rodziców do dziecka na tym etapie jego rozwoju zaowocują w przyszłości zaufaniem i wiarą do Boga. Dziecko będzie wzrastało w pokoju i pogodzie ducha i taka będzie jego relacja do Osób Boskich oraz otaczającego świata. Rodzice stają się pomostem między Bogiem a dzieckiem. Bóg na tym etapie jest objawiony dziecku przez rodziców i w rodzicach. Bliskość rodziców, ich troska, zaufanie jakim obdarza ich dziecko, w religijnej dojrzałości będzie wyrażało się świadomością bliskości Boga, ufnością w jego mądrość i sprawiedliwość oraz wiarą w stałą obecność i opiekę. By dziecko kształtowało w sobie taki obraz Boga musi być spełniony jeszcze jeden warunek: rodzice muszą być wierzący. Wiara ich powinna być widoczna dla dziecka, słyszalna i stale obecna we wszystkich działaniach dnia codziennego. 2. ROZWINIĘCIE Małe dziecko poznaje świat, jest go ciekawe. To bardzo dobry moment by ukazać dziecku głęboki sens otaczającej rzeczywistości, a w niej odczytać obecność Boga. Dziecko zaczyna uczestniczyć w życiu religijnym rodziców, tworzy również świat własnej religijności. Uczy się pierwszych modlitw, uczestniczy w nabożeństwach, poznaje treść świąt i tradycji z nimi związanych. Jest to etap identyfikacji z autorytetem. Ojciec odgrywa tutaj ogromną rolę, jego postawa i relacja do Boga stanowią wzorzec dla dziecka. Na tym etapie rozwoju dziecko przejawia ogromną ciekawość. Wśród wielu pytań pojawia się również i to dotyczące Boga. Od empatii, zaangażowania rodziców oraz ich umiejętności w prowadzeniu takich rozmów, zależy jak wykształci się świadomość obecności Boga w życiu u dziecka. Dziecko przeżywa rodzinną katechezę, która wiąże się z codziennymi doświadczeniami: radością, smutkiem, śmiercią osób bliskich, narodzinami itp. W związku z tym, należy mówiąc o Bogu w sposób prosty zrozumiały, ale nie infantylny. Należy uświadomić dziecku stałą obecność Boga - Osoby bliskiej i dobrej. Nie wolno sprowadzać Boga do świata baśni czy mitów. Dziecku na tym etapie rozwoju potrzebne są krótkie informacje, jasne i nie zawierające terminologii niezrozumiałej. Ogromnym taktem muszą tutaj wykazać się rodzice, pomocną w tym dziele jest na pewno znajomość psychiki oraz procesów rozwojowych dziecka. 3. DOPEŁNIENIE Na tym etapie wychowanie religijne doprowadza do pełnego poznania Boga przez Osobę Jezusa Chrystusa. Wprowadzamy dziecko w świat Ewangelii, przez który ma ono wzbudzić w sobie wiarę w Niego. Wiara wówczas wyraża się w umiejętność ukazywania Boga w codziennym życiu. W dalszym procesie rozwoju osobowego młody człowiek zaczyna dostrzegać wokół ludzi, panujące stosunki, patrzy krytycznie na otaczający go świat. To etap, kiedy nie można go zmusić do modlitwy - ona musi wypływać z potrzeby jego serca. Jeśli dobrze rozwinął się religijnie w fazie OBUDZENIA, nie powinien mieć problemów z poszukiwaniem odpowiedzi na zaskakujące go sytuacje życiowe na modlitwie. Bóg będzie zawsze gotowy go wysłuchać, będzie dla niego otwartym autorytetem, ostoją i wytchnieniem. Od dzieciństwa należy uświadomić mu prawdę, że Bóg jest otwarty na nasze słowa, ale również człowiek musi nauczyć się Go słuchać. Dopełnienie, to także faza kształtowania sumienia - najtajniejszego ośrodka i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos we wnętrzu rozbrzmiewa (KDK 16). Kształtowanie to odbywa się od najmłodszych lat przez kary i nagrody stosowane w procesie wychowawczym. Niezwykle ważne jest wprowadzanie dziecka do wspólnoty Kościoła. Proces ten realizuje się przez uczestnictwo w liturgii, jak również przez stwarzanie w domu wspólnoty (gromadzenie się przy stole, przeżywanie świąt, zapraszanie gości itp.). ZAKOŃCZENIE Wychowanie do religijności to niezwykle trudne zadanie. Wymaga od rodziców czujności i zaangażowania. Jak również określonego poziomu religijności i otwartości na Boga. To rodzice są pierwszymi świadkami wiary, a dziecko patrząc na ich postawę od najmłodszych lat uczy się kontaktu z Bogiem. Rodzina jest miejscem ewangelizacji i jest za nią odpowiedzialna. Rozpoczyna się ją, od jej członków, by potem dawać świadectwo o Chrystusie, być Jego misjonarzem w środowisku w którym wspólnota ta żyje. W Deklaracji o wychowaniu chrześcijańskim czytamy: Szczególnie zaś w rodzinie chrześcijańskiej, ubogaconej łaską i obowiązkami sakramentu małżeństwa, należy już od najwcześniejszego wieku uczyć dzieci zgodnie z wiarą na chrzcie otrzymaną poznawania i czci Boga, a także miłowania bliźniego; tam też doświadczają one najpierw zdrowej społeczności ludzkiej i Kościoła; a wreszcie przez rodzinę wprowadza się je powoli do obywatelskiej wspólnoty ludzkiej i do ludu Bożego. Niech więc rodzice uprzytomnią sobie dobrze, jak wielkie znaczenie ma rodzina prawdziwie chrześcijańska dla życia i rozwoju samego ludu Bożego. Dobre wychowanie religijne, to również gwarancja wychowania do życia w społeczeństwie. Młody człowiek otaczany troską rodziców, zainteresowaniem i miłością sam w przyszłości stworzy wspólnotę opartą na ideałach wyniesionych z domu rodzinnego. Małgorzata Posturzyńska Zespół Szkół im. H. Sienkiewicza w Siedliszczach Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych: zmiany@ największy w Polsce katalog szkół- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> (w zakładce "Nauka"). W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą. Abstrakcyjny bóg deistów Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów. Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś. Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody. Bóg według Kościoła katolickiego Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania. Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna. Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania. Czy to prawda? W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga. Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej! Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”. W jakiego boga wierzyć? Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia? W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały "unowocześnione" przez filozofów i teologów. Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina. Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów. Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”. "Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić". Jednak Einstein nie unikał słowa "bóg". Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: "Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi". Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych. W jednym z wywiadów Einstein powiedział: "Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem. Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać). Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów. Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi. Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii. Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej. Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego. Teologiczne pomyłki Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu. Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg. Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki. Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku). Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania. Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34). No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg. Najlepiej … Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo. Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity. Na deser porcja humoru Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami). Biskupi zapytali papieża: – Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu? – Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież. Alvert Jann ………………………………………………………………………………………. Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia. – Na blogu znajduje się w tej chwili 29 artykułów, w tym 6 z cyklu "Podręczniki do religii". ………………………………………………………………………………………………………………..

religijnie pl znani o bogu